Rozmowa Qwalifikacyjna

rozmowa

No i jestem po chyba pierwszej w życiu prawdziwej, lub namiastki prawdziwej rozmowy kwalifikacyjnej. Nie było aż  tak źle jak się spodziewałem. Co prawda wiedziałem, że mnie nie zjedzą ani nie uszkodzą w żaden sposób, ale stres był taki sam jak bym szedł do pierwszej klasy podstawówki. dwadzieścia minut pogaduszek i koniec tenks i doswidania, one raczej powiedziały do usłyszenia (to się babeczki zdzwonimy:))))))) Dobra juto jeszcze kilk syfów (CV) powysyła i w czwartek na chate. Boźu w domu mnie już miesiąc nie było. Jak ja ich rozpoznam? czy poznam mame? tate? siostre? czy oni mnie poznają i wpuszczą do ogniska domowego? czy dadzą jeść jeżeli nie uwierzą, że ja to ja? trzebabyło do domu wysłać aktualne zdjęcie, żeby wiedzieli jak po miesiacu wyglądam (uuuuuuhahahhahaha).

zmiana