takie tam

Uuuuuuuuu…. dzień po obronie….. nie jest tak źle, jakoś funkcjonuje. Bywało gorzej, np po licencjacie – grupa zrzyta trzy lata to się i po obronie dobrze bawili my się. A po magistrze, trzy obrony z mojego kierunku, ja akutat ostatni, kazdy samochodem, albo odrazu do domu jedzie cieszyć się z innymi bardziej znanymi osobami. A ja pojeźdizłempo mieście kupiło się butelczyne, wróciło się późnym popołudniem na kwadrat, i…….. lipa. Nowa współlokatorka nie pije, druga dopiero po pracy jak przyszła to wypiła, ale tylko lampkę bo tyle zostało jak czekałem na nią. Jeszcze jakieś browce zostały to przydadzą się na dziś. Ale tak to żadnej wielkiej euforii z mojej strony nie ma. Nie ciesze się tak jak z matury, a z niej się bardzo cieszyłem. A w przypadku magistra to było przejście od naromalengo trybu dnia (znaczy prawie normalnego, bo normalnie butelczyny nie ma). Tak poprostu rano wstaje jako licencista, po czterech godzinach już magister i dalej życie się toczy. Nie ma sznurak pracodawców bijących się o mnie, nie mam zasypanej poczyt ofertami wymarzonymi. Teraz dopiero zaczyna się prawdziwe życie…… i ciekaw jestem do czego prowadzi. 

 

Leave Comment

*