pamięć o koledze

znicz

Dzis jeszcze jest rocznica, zykle bywają one wesołe,ale to jest smutan rocznica śmierci mojego kumpla Tobiasza; i jest jeszcze tym smutniejsza, że zginął tragicznie, i jeszcze co gorsza rozmawiałem z nim 5 minut wcześniej.
Pozątkiem tej opowieści będzie mój powrót do domu po konferencji z Poznania; a że w Piotrkowie Tryb. gdzie wysiadłem (po całonocnej jeździe) koło 4 rano i do domu jeszcze 30 kilosów, to czekałem na pierwszego busa jaki o 5 nad ranem miał się zjawi. Czekać na dworzu nie za miło bo temperatura i wiatr nie przyjemny, to tak samo jak by to zrobił jaskiniowiec poszukałemschronienia od tego – którym okazał się dworzec. Siedzę sobie na dworcu obok śpiących "dworcowo-leśnych dziadków" i wchodzi grupka osób (nieco rozbawionych, nieco już zmęczonych) w tym i mój kolega TOBI; łapka łapka przysiadł się i gadu gadu, cosik tam mało znaczącego pogadaliśmy (bo i oczym można rozmawiać o 4 nad ranem??), nawet przysnął podczas rozmowy, ale kuple go zawołali, ze już ida i żeby się zbierał. Jakoś tam się zebrał żeby wstać i podążyć za nimi i jeszcze no odchodym, rzucił tekstem: "jak by ktoś Cię zaczepiał , daj znać przyjdziemy paczką" to były jego ostatnie slowa domnie. Za niecałe 5 minut miałem swojego busa więc poszedłem na miejsce startu i wtedy już zauważyłem, że pociąg nie wjechał na peron tylko stoi na przejeździe (zdziwiło mnie to, ale nie myślałem nic co może być tego przyczyną. Dopiero w domu jak trochę odespałem i byłem w stanie odebrać wkurzjący i dzwoniący cały czas telefon dowiedziałem się , że był tragiczny wypadek w którymi zginął  jeden ze studentów naszej uczelni. I wszyscy znajomi z którymi byłem na konferenci i zostawili mnie na dworcu samego dzwonili do mnie czy to nie czasem ja? Ale po odebraniu prze ze mnie telefonu już było że NIE, nawet zadzwoniła opiekunka naszego koła.
Stało się to w sobotę , tak więc przez weekend z neta i od znajomych dowiedziałem się kto to był; i całe dwa dni chodizłem jakiś struty; rozmawiałem z kumplem (i jeszcze się na małe co nieco umawialiśmy) a za 10 minutj uż go nie ma. człowiek w takich momentach ma coś takego (nie wiem czy wszyscy , ale ja tak miałem), że gdybym z nim pogadał dłużej te 10 minut, gdybym zatrzymał bym go pod byle jakim pretekstem, lub gdyby mnie tam nie było, czyli nie pojechał bym na konferencje to wtedy może  nie gadał by ze mną, wyszedł by wcześniej z dworca, przeszedł by tory długo przed pociągiem……………………… gdyby, gdyby, gdyby…… teraz jedyne co to pamięć o Tobim i modlitwa
ŚWIEĆ PANIE NAD JEGO DUSZĄ.

Leave Comment

*